2/2010
Biegun ciepła
Miłość w lutym to: międzygalaktyczny pył i cytaty z piosenek, spuchnięte usta, bezsenne noce, zimna herbata i ciepła wódka, śnieg we włosach, wiatr w brzuchu, grafomańskie wiersze i filmowe pozy, telefon przyrośnięty do dłoni oraz dłoń przyrośnięta do skroni, golizna na mrozie, nakarmiony kot i dotyk stóp pod kocem. Pewnie najbardziej to ostatnie. To moja miłosna wyliczanka, ale przecież istnieje ich nieskończenie wiele. Luty i miłość to – przyznaję – banalny, wytarty medialnie duet. Na pohybel nudzie dorzucamy więc do tej mieszanki młodzieńczy klimat, bunt i piękne rockowe klisze. Moja wyliczanka z klisz się głównie składa, wcale się tego nie wypieram. I nie mówcie mi, że życie to nie film, bo nie chcę tego słuchać. W tym numerze wszystko, co kochamy, czyli: niepokorni aktorzy, imprezowy tancerz, podglądana dziennikarka, kuzyn Basquiata i wnuk Warhola, miłość ślubna i nieślubna. Bo ta miłość jednak fajna jest. I na koniec zgrabny cytat ze starej piosenki (to też było częścią mojej miłosnej mantry): „Miłość to biegun ciepła / Transcendentna energia / Miłość to późna godzina / Absolutna przyczyna”. Romantyczne przesłanie, patos – owszem. I wcale nie zamierzam go teraz osłabiać, brać w nawias, przełamywać za pomocą jakiegoś nerwowego żartu. From Warsaw with love...
Hanna Rydlewska










