6/2010
LULĄ BYĆ
Jak miłość, to tylko namiętna jak w "Dzikości serca", zakazana jak w "Bonnie & Clyde", pikantna jak w książkach Millera. Nostalgiczna jak krajobrazy w "Moim własnym Idaho". Skowycząca w pościeli głosem Toma Waitsa i Iana Browna. Wiecie już, co chcę powiedzieć? - Pani Bovary to my - taką tezę stawia Jakub Żulczyk w swoim tekście o bowaryzmie dziś (str. 52) i trudno nie przyznać mu racji. Nafaszerowani obrazami, tekstami, aspiracjami wciąż myślimy, że życie jest gdzie indziej. I tam, właśnie tam, daleko od tutaj, bylibyśmy sobą. Oczywiście format marzeń bywa różny: jedna dziewczyna marzy, żeby być lynchowską Lulą, ukochaną Sailora, a inna myśli o tym, by chociaż na dzień zamienić się w członkinię "Klubu Szalonych Dziewic" lub zamieszkać "Na Wspólnej". Za wyssane z telewizora lub z książek marzenia można płacić i zszarganymi nerwami, i pożyczkami zaciągniętymi w Providencie. Tak naprawdę wszystko jedno, bo chodzi przecież o nieutulony żal za lepszym życiem. - Moja wyjątkowość polega na tym, że zmieniam się w innych - mówi z kolei Borys Szyc w okładkowym wywiadzie (str. 22). Borys, który skrywa się w kolejnych pozach, ale nie obciąża tym siebie. I tak sobie teraz myślę, że może to jest sposób, by nie rozsypać się na kawałki od sprzecznych autokreacji? Mieć ciastko i je zjeść.
Hanna Rydlewska










