3/2006
Rok temu obóz pionierów Artek obchodził swoje 80-lecie. Z tej okazji zjechali się doń prominenci z krajów byłego Bloku Wschodniego, dzieci i młodzież. Był i nasz prezydent Kwaśniewski - możliwe, że z podróżą sentymentalną. Nie przybył tylko prezydent Putin, pewno miał ważniejsze sprawy. W dzień zwiedzali obóz, a wieczorem tańczyli przy artekowych piosenkach, puszczanych nie z taśm, ale z winyli, przez topowych ukraińskich didżejów. Za trzytygodniowy turnus w Arteku, który co roku odwiedza kilka tysięcy osób, nie płaci już partia, ale rodzice. I płacą słono - 700 USD (średnia płaca w przemyśle oscyluje na Ukrainie w okolicach 50 USD). Na pobyt w miejscu, przez które od 1925 roku przewinęło się milion dzieci, nie stać więc wszystkich, ale i na to jest rada: co biedniejsi rodzice utalentowanych pociech mogą liczyć na zniżkę. Niestety nad tym uroczym miejscem pośród krymskich gór zbierają się czarne chmury. Łapówkarskie afery, problemy z czynszem i rosnące koszta utrzymania sprawiają, że los Arteka jest niepewny. Nicolas Grospierre, autor nostalgicznych portretów Arteka które publikujemy w tym numerze, nie ma szczęścia do odwiedzanych miejsc. Opublikowany w pierwszym numerze magazynu "Piktogram" materiał z kosmicznego spa na Litwie był chyba ostatnią dokumentacją fotograficzną z tego miejsca. Państwo, lokalni bonzowie albo głupi urzędnicy, zamienili perełkę modernistycznej architektury w paskudny kurort dla nowobogackich. W planach na wakacje, uwzględnijcie więc wycieczkę na Krym. O ile nie będzie za późno.
Kamil Antosiewicz










