8/2007
Moja przyjaciółka wyjaśniła mi ostatnio, że jeśli chce się robić w mediach, trzeba być twardym i zawsze stawiać na swoim, nawet za cenę reputacji zołzy czy też chama. Ja jednak jestem zwolenniczką stawiania na swoim metodami pokojowymi. Przy aferach i przepychankach mam ochotę wyjść, bo nie dość, że zaburzają mi homeostazę, to jeszcze zmuszają do empatycznych prób zrozumienia z jakim deficytem boryka się pieniacz, skoro tyle w nim agresji. Jako magazyn, wyznajemy zasadę, że dobry bohater okładkowy to taki, który z okładki jest zadowolony, a dobra okładka to taka, która dobrze sprzeda magazyn. Do tego kompromisu staramy się dojść za pomocą uroku osobistego i dobrych manier, w ostateczności stosując łagodną perswazję oraz wspólną alkoholizację, po której wszystkie wilki są syte i owce całe. Dlatego właśnie, Rafał Mohr jest idealnym bohaterem okładkowym - nie dość, że marzył o tym, by znaleźć się na naszej okładce (nie dziwię się), to jeszcze zaprosił nas na swoje przedstawienie, zjadł z nami pyszną kolację i podwiózł do metra samochodem, w którym bardzo ładnie pachnie. Uroczy chłopak, zadzwonił nawet do mnie o pierwszej w nocy, żeby zapytać gdzie bawimy się po koncercie CocoRosie i nie krył zawodu, kiedy oznajmiłam, że nigdzie, bo właśnie kończę komiks o Powstaniu Warszawskim. Ot, taka tam fanaberia medialnej pacyfistki. Do zobaczenia więc na obchodach, na płotach i w mediach.
Agata Nowicka / endoza.x-blog.pl










